art blog
Adam Ziemianin: "Po mistrzowsku łapie chwile"
Po mistrzowsku łapie chwile…
|
M |
alarstwo Wojciecha Góreckiego odkryłem stosunkowo niedawno, wcześniej poznałem jego grafikę. I muszę się przyznać, że całkiem zawładnęła mną jego sztuka. I ta graficzna i ta malarska. Porwała mnie i w pełni urzekła. Ba! Ciągnęło mnie i ciągnie do jego obrazów.
W moim odczuciu Wojtek nie szuka cudów, on wydobywa cuda ze zwykłych miejsc, wręcz pospolitych krajobrazów. Pod jego pędzlem te zwykłe miejsca i pospolite krajobrazy przeistaczają się w metafizyczne światy i zjawiska. On nie upiększa zwykłego nadmorskiego krajobrazu, czy kozackiego stepu, on go tylko uwzniośla. W jakiś sposób uniwersalizuje, choć to zawsze będzie jego step i jego nadmorska plaża.
Pomyślałem nawet, że gdybym umiał malować tak jak Wojtek może nie pisałbym wierszy, bo obrazy Wojciecha Góreckiego są malarskimi wierszami bez słów, a mimo tego - a może właśnie dlatego - tak wiele mówią. Ale nawet gdybym stanął dokładnie w tym samym miejscu co Wojtek, z pewnością zobaczyłbym coś innego niż on zaobserwował, bo chwila, którą uchwycił artysta już bezpowrotnie minęła, a jeszcze przetworzona przez niego uzyskała inny wymiar. Pozostała jedynie na obrazie. A trzeba przyznać, że Wojciech Górecki umie po mistrzowsku łapać chwilę, które trafiają dzięki niemu do wielkiego zielnika obrazów, który jest ważnym rozdziałem wchodzącym w skład albumu wieczności sztuki. Prace te nigdy nie będą kostyczne, nigdy się nie zestarzeją, bo chwile na nich zatrzymane - mimo, że metaforycznie skończyły się w tym czasie gdy Wojtek zakończył pracę nad obrazem, to jednak żyją. I żyć będą. I to jest siła sztuki Wojciecha Góreckiego.
Przyjmując pewną umowność, grafika Wojtka jest bardziej miejska, choć i tu - od czasu do czasu - trafi się pejzaż żuławski na przedwiośniu „Trzy drzewa”, czy choćby akwaforta przedstawiająca „Drzewo nad stawem” zaś malarstwo ucieka od miasta szybując ku przestrzeni, ku przyrodzie, ku wolności. I te Wojtkowe kolory. Pełne ciepła, serca i miłości do świata. Pełne dramatyzmu, nie tylko wtedy, gdy idzie na burzę. W jego pracach malarskich coś wisi w powietrzu. Coś nieuchwytnego! Coś tajemniczego, a w każdym obrazie zamknięta jest emocja, która towarzyszyła jego powstawaniu. Gdy się ogląda jego sieci suszące się nad morzem, to widzi się - jak się dobrze wpatrzysz wykorzystując swoją wyobraźnie - trzepoczące się ryby złowione przed paroma godzinami i słyszy się pieśń wiatru, który gra na oczkach tych sieci. I jest w tym jakaś tęsknota do końca nienazwana.
Wojciech Górecki o każdej porze roku ma coś ważnego do powiedzenia. Zarówno przed jak i o zachodzie słońca, choć chyba największą słabość czuje do wiosny. Może dlatego, że niesie ona życie w pełnej krasie. I mimo, że na jego obrazach sporadycznie pojawiają się ludzie („Biebrza” – człowiek siedzący nad brzegiem, czy „Monia w zagajniku brzozowym”), to te prace pełne są miłości do Boga i Człowieka.
W Wojtku drzemią, a właściwie kotłują się chyba dwie osobowości artystyczne. Ta pierwsza to dusza grafika i ta druga nieokiełznana dusza pejzażysty. Ta pierwsza precyzyjna aż do bólu. Ze szczegółami i detalami wręcz zegarmistrzowskimi. Niezwykle pracochłonna, ale zawsze po mistrzowsku wykonana i z niezwykłą cierpliwością potraktowana. I ta druga wyrywająca się do fantazji i wolności. Obie są potrzebne. Obie się uzupełniają. To są jego dwa skrzydła sztuki. A jeszcze dochodzą do tego fotografie i rysunki, bo i tym się para. Wojciech Górecki jest grafikiem
Adam Ziemianin
^^Do gory
Poprzednia strona: Gdańsk Galeria Mariacka
Nastepna strona: Prace na sprzedaż


art blog
Add A Comment